Fizjoterapia koni

Wszystko co związane z fizjoterapią koni - kontuzje, sposoby ich rehabilitacji, ciekawe przypadki, porady, urządzenia przydatne w leczeniu, końska anatomia i wiele, wiele więcej.

Wpisy

  • wtorek, 21 lipca 2015
    • Szkoła inna niż wszystkie :)

      Już tylko 3 zjazdy zostały do końca 1 edycji 10 miesięcznego kursu w ramach Szkoły Fizjoterapii Koni. Postępy, jakie robią moi Słuchacze, przerosły moje najśmielsze oczekiwania :) To ludzie z silnym charakterem, dużymi ambicjami a przede wszystkim myślący. Tak właśnie "myślący" - to wg mnie najważniejsza cecha zaraz po wrażliwości w zawodzie fizjoterapeuta koni. Aby móc w pełni świadomie pracować z końmi należy trzeźwo myśleć - często za nie same, a także odczuwać empatię. Konie milczą, milczą w bólu, który jest często bardzo trudny do zlokalizowania. Tylko wprawny obserwator, który potrafi łączyć fakty, jest w stanie znaleźć źródło problemu. A tylko dobrze wyszkolony merytorycznie i z dużą praktyką jest w stanie zniwelować źródło problemu.

      Szkoła Fizjoterapii Koni

      Ambitni i wymagający Słuchacze rozwijają także mnie - wykładowcę. Za co im bardzo dziękuję. Leczyłam w swojej karierze zawodowej już grubo ponad tysiąc koni, dzięki ich rękom, będę leczyć tysiące każdego roku :) Ich dociekliwość i wnikliwość mobilizują mnie do ciągłego zastanawiania się i analizowania. W końcu mam teraz 15 razy więcej przypadków do zbadania :) Bardzo się cieszę, bo dzięki nim rozwijam się także ja. Osobiście nie byłabym w stanie dotrzeć do tak dużej liczby różnych przypadków.

      Już nie mogę się doczekać dnia - kiedy wręczę każdemu z nich dyplom ukończenia kursu - wiem, że będą godnie reprezentować Szkołę Fizjoterapii Koni oraz zawód zoofizjoterapeuty.

      Szkoła Fizjoterapii Koni

      Przez te kilka miesięcy pracy z nimi utwierdziłam się w przekonaniu, że w trakcie nauki najważniejsza jest zabawa :) Tak właśnie - ZABAWA!!! i wcale nie chodzi o lekceważenie zajęć czy brak gruntownych podstaw wiedzy. Osobiście jestem przeciwniczką tradycyjnego systemu szkolenia, którego metody są przestarzałe i ograniczają rozwój oraz racjonalne myślenie. Dlatego w mojej Szkole Fizjoterapii Koni - przekazuję wiedzę po swojemu - zgodnie z moimi przekonaniami. Wiedzy merytorycznej jest oczywiście bardzo dużo, ale sposób w jaki jest "serwowana" różni się od znanych nam szkolnych standardów. Nie podaję informacji "na tacy". Mobilizuję do myślenia, kojarzenia faktów - tylko wtedy wiedza zapisuje się w pamięci gruntownie. Nie wymagam uczenia się teorii i klepania jej na pamięć - pamięć jest ulotna, a raz zrozumiały temat zostaje w głowie na zawsze.

      Od Słuchaczy wymagam przede wszystkim zaangażowania. Każdy ma prawo do chwil słabości, zmęczenia, nie przygotowania się do zajęć... jeśli natomiast przestają logicznie myśleć dostają reprymendę :)

      15 Słuchaczy, różne charaktery, różne temperamenty, jeden cel - leczenie potrzebujących koni. Uważam, że cel szczytny sam w sobie i bardzo się cieszę, że każdy z nich konsekwentnie go realizuje. Dla niektórych z nich 4 dni zjazdu to najlepsze 4 dni w miesiącu :) Zawiązały się między nami przyjaźnie, które wiem już dziś, że przetrwają do późnej starości....

      Obserwuję ich od samego początku, pomagam jak mogę nie tylko w zdobyciu wiedzy z zakresu fizjoterapii. Aby być dobrym fizjoterapeutą koni nie wystarczy umieć, trzeba mieć jeszcze to "coś" aby odnieść prawdziwy sukces. Cieszę się przeogromnie, kiedy widzę jak z miesiąca na miesiąc przełamują swoje bariery i rozwijają się także emocjonalnie. Do sukcesu potrzebna jest w końcu pewność siebie i przebojowość. Ta szkoła to taka po trosze szkoła życia i przetrwania ;)

      Jestem pewna, że każdy z nich, jeśli tylko będzie tego naprawdę chciał, odniesie sukces w zawodzie, jestem także święcie przekonana, że podobnie jak ja już nigdy nie przepracują w życiu ani jednego dnia, bo dla każdego z nich konie to pasja a praca z nimi to spełnienie ich marzeń ....

      Jeśli jest to także Twoim marzeniem, zapraszam do udziału w kolejnej edycji - która ruszy już w styczniu 2016 roku. Zapisy i informacje będą widoczne na stronie www.szkolafizjoterapiikoni.pl z początkiem września.


      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      happyhorsemassage
      Czas publikacji:
      wtorek, 21 lipca 2015 13:06
  • środa, 11 marca 2015
    • 15 wspaniałych :)

      Wiosna, wiosna ach to ty... czas najwyższy obudzić się z zimowego letargu i nadrobić zaległości :) Sześć miesięcy temu pisałam o spełnionych marzeniach - dziś potwierdzam z pełnym przekonaniem - moje spełniają się ponad moje oczekiwania! Szkoła Fizjoterapii Koni ruszyła z kopyta 15 stycznia i nabiera tempa :)

      Zgodnie z planem wiedzę z zakresu fizjoterapii koni zdobywa 15 słuchaczy - 14 przedstawicielek płci pięknej i jeden rodzynek (bardzo spory rodzynek - będzie się specjalizować w koniach równie sporych - m.in Shire ;)

      Szkoła Fizjoterapii Koni

      Wiedzy do przekazania jest ogrom. Kilka lat pracy w zawodzie, setki (czasem się zastanawiam czy ta liczba już nie przekroczyła magicznej bariery tysiąca ;) przebadanych i wymasowanych koni... 4 dni intensywnej pracy umysłowej i praktycznej. Jest o czym opowiadać i o czym mówić. Temat rzeka. Ale do października spokojnie damy radę omówić wszystkie aspekty fizjoterapii koni.

      Jesteśmy już po 3 zjeździe. Moje odczucia i spostrzeżenia?

      Jestem niesamowicie szczęśliwa i dumna!!!

      Szczęśliwa - spełnia się moje marzenie, dzięki czemu wciąż nie pracuję, a jedynie spełniam swoje pasje :) Bo dzięki mojemu marzeniu spełnia się marzenie moich 15 wspaniałych!!! Bo dzięki niemu tysiące koni będzie co roku wracać do pełni sił i żyć bez bólu! Ruszyłam machinę, której nie zatrzyma już nikt! Do dziś praktycznie sama walczyłam o dobrą pozycję fizjoterapeutów na polskim rynku i uznanie masażu jako formę leczenia - a nie przyjemności. Jesienią wojowników będzie już 16 :)

      Szczęśliwa bo w ostatni weekend zobaczyłam szczęśliwe twarze moich 15 wojowników :) Po gruntownych ćwiczeniach na "sztucznym koniu" zaczęli praktykę na żywo. Jako pierwsze skorzystały z masażu głębokiego konie na Partynicach we Wrocławiu. Nie sądziłam, że moja praca da mi jeszcze większe szczęście, niż to jakim jest wyzdrowienie pacjenta, a jednak...życie zaskakuje nas cały czas! Już na zawsze zapamiętam radość na ich twarzach, szczerą, kiedy po 1 masażu przyszli z powrotem do swoich pacjentów i stwierdzili namacalnie, że każdy z nich czuje się lepiej :) Aż się nie mogę doczekać kolejnych edycji i kolejnych Słuchaczy, którzy poprzez swoją pracę będą sprawiać radość także mnie. Mam już mega wypasiony pakiet VIP na szczęście do końca życia :)

      Dumna, bo dzięki mojej zawziętości, wytrwałości, zapałowi i pracowitości tworzę historię polskiej fizjoterapii koni, o której za kilkadziesiąt lat będą czytać nowi adepci jeździectwa i fizjoterapeuci. W końcu już na zawsze pozostanę pierwszą masażystką w Polsce, która wykonywała masaż głęboki :) Na szczęście już niedługo nie będę jedyna ;)

      Kim są? To wspaniali ludzie, dla których konie to pasja i sposób na życie, którzy chcą połączyć pracę ze swoją miłością do zwierząt i być profesjonalistami tak jak ja. Mamy iście międzynarodowe towarzystwo. W Polsce pracować będzie zaledwie 11 z nich (zaledwie, bo mój plan miał większe założenia ;) Będą godnie propagować masaż głęboki Happy Horse Massage w Londynie, Amsterdamie, Berlinie i Dublinie. Wieść o zbawiennej mocy masażu Happy Horse Massage dotrze zatem do najdalszych zakątków Europy :)

      3 zjazdy - 3 wykładowców. Gośćmi - wykładowcami na naszych zajęciach byli m.in. Dyrektor Toru Wyścigowego na Partynicach Jerzy Sawka, Dyrektor Rekreacji na Torze Wyścigów Konnych Viktoria Pietkiewicz oraz specjalistka od żywienia mgr. Paulina Szybieniecka. Każdy z nich przekazał wiedzę niezbędną do pracy w zawodzie fizjoterapeuty koni. Pracy pełnej zrozumienia dla koni i ich potrzeb. Uważam bowiem, że dobry fizjoterapeuta powinien być w stanie "ogarnąć" temat problemu całościowo. Czasem nadmierne spięcie wynika z problemów behawioralnych koni, czasem ze złej diety. Aby być profesjonalistą nie wystarczy tylko dobrze masować, trzeba myśleć i działać holistycznie, by móc uzdrowić nie tylko ciało ale i duszę pacjenta, a czasem i jego właściciela.

      Szkoła Fizjoterapii Koni to nie tylko miejsce, gdzie przekazujemy rzetelnie wiedzę i dzielimy się praktyką zdobywaną przez lata. To także drugi dom, zarówno mój jak i całej 15. Jesteśmy jak jedna wielka rodzina :) I mam nadzieję, że tak już pozostanie na wiele, wiele lat :) A "Pan Koń-gąbka" zostanie oprawiony w ramkę i będzie gościł naprzemiennie w domu każdego z absolwentów aż w końcu zawiśnie w moim gabinecie w miejscu, które dopiero jest w planach, ale za 5 lat ujrzy światło dzienne ;)

      Szkoła Fizjoterapii Koni

      Więcej ciekawych historii o NAS już wkrótce :)



      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      happyhorsemassage
      Czas publikacji:
      środa, 11 marca 2015 22:45
  • środa, 08 października 2014
    • Szkoła Fizjoterapii Koni - bo marzenia się spełniają :)

      15 stycznia rusza moja długo wyczekiwana Szkoła Fizjoterapii Koni - na mojej oficjalnej stronie www.szkolafizjoterapiikoni.pl znajdziecie o niej oficjalne informacje... ale dziś chcę się z Wami podzielić bardziej prywatną stroną jej istnienia :)

      Kiedy 9 lat temu wyjeżdżałam do Norwegii, nie sądziłam, że odnajdę tam swoje szczęście. Moje plany były z początku nieco inne, chciałam zarobić tam pieniądze aby w Polsce wybudować stajnię i zająć się agroturystyką. Na szczęście tak się nie stało i mój życiowy plan poszedł w nieco odmienną stronę.

      Już jako dziecko kochałam zwierzęta, znosiłam do domu zranione ptaki, marzyła mi się praca lekarza weterynarii. I tu też na szczęście mój plan się nie zrealizował. Dziś wiem, że nic nie dzieje się w życiu przypadkiem :)

      Z masażem koni spotkałam się po raz pierwszy w stajni sportowej pod Oslo, jej właścicielka była w kadrze narodowej skoczków, zatem dbała o konie w sposób szczególny, jej konie miały swojego masażystę :) To było dokładnie 9 lat temu ... Masażysta - Amerykanin przebywający w Norwegii od razu mnie zaintrygował. Nie zadałam popularnego - głupiego pytania: "to konie się masuje?" tylko chciałam jak najwięcej dowiedzieć się o pracy masażysty. Od tamtej chwili praca z końmi w ramach weterynarii alternatywnej (bo mocna fizjoterapia jest w moim mniemaniu taką właśnie formą leczenia) stała się moim życiowym celem. Kiedy podjęłam decyzję o powrocie do kraju, zaczęłam się rozglądać za odpowiednią szkołą, gdzie mogłam kształcić się w tym kierunku. W Norwegii takowej - odpowiadającej mi - nie było, znalazłam ją dopiero w Szwecji, 500 km od mojego miejsca zamieszkania. Kilka tygodni później rozpoczęłam tam naukę w języku szwedzkim rzecz jasna z odrobiną angielskiego i łaciny :) Dla leniwych tylko wspomnę, że nauka wszystkich elementów szkieletu i mięśni była dla mnie w 4 językach....szwedzkim, angielskim, łacińskim oraz polskim - w mojej szkole odpadną Wam pierwsze dwa :)

      Założyciel "Szkoły Fizjoterapii Koni" w Szwecji - Ulf Ericsson był pierwszym Szwedem, który zaczął "oficjalnie" masować konie. Przeniósł masaż ludzki na konie i uważam że była to najbardziej genialna rzecz jaką w życiu zrobił! Dzięki temu setki koni na całym świecie mogą teraz korzystać z głębokich, mocnych masaży, które przede wszystkim leczą!

      Szkoła Fizjoterapii Koni stawia nacisk przede wszystkim na naukę masażu. Uważam, że dobrze wykonany masaż powinien być podstawą rehabilitacji - oczywiście wtedy, kiedy można go wykonać. Techniki, których Was nauczę są unikatowe. Masaż zwany "Happy Horse Massage" to połączenie masażu głębokiego z masażem w poprzek włókien. Masaż ten wykorzystuje w sposób maksymalny właściwości regeneracyjne mięśnia i pobudza go do samoleczenia, bez użycia środków farmakologicznych. 

      Skąd pomysł na założenie szkoły? Nosiłam się z tym zamiarem od dawna, ale czekałam na odpowiedni moment. Właśnie takowy nadszedł.... Fizjoterapia rozwija się w bardzo szybkim tempie. Końscy masażyści rosną jak "grzyby po deszczu", niestety większość z nich nie posiada odpowiednich umiejętności, aby pracować w zawodzie. Potencjalny "Kowalski" nie potrafi rozróżnić masażu lekkiego od leczniczego, stąd niestety słaba opinia masażu w środowisku. Prawda jest taka, że zarówno masaż masażowi nie równy, jak i masażysta masażyście. Dlatego postanowiłam dać szansę kształcenia się wszystkim tym, którzy chcą zajmować się fizjoterapią profesjonalnie.

      Szkoła Fizjoterapii Koni

      W ramach Szkoły Fizjoterapii Koni słuchacze mają do dyspozycji prawie 700 godzin teorii i praktyki na przestrzeni 10 miesięcy. Czas i godziny poświęcone na naukę są niezbędne. Techniki są szczegółowe i wykonane źle mogą wyrządzić koniowi krzywdę, a budowa anatomiczna - mięśnie i kości to ogrom materiału do nauki. Dlatego właśnie szkolenie w tym zakresie trwa prawie rok czasu. Chcę mieć pewność, że każdy ze słuchaczy opanuje cały materiał zarówno teoretyczny i praktyczny do perfekcji. Profesjonalizm i dokładność to niezbędne cechy dobrego fizjoterapeuty koni.

      Wszyscy wykładowcy w Szkole Fizjoterapii Koni to wybitni specjaliści - każdy w swojej dziedzinie, a także wspaniali ludzie, w większości moi przyjaciele. Praca w tym zawodzie daję ogromną satysfakcję, ale także pozwala poznać wielu niezwykłych ludzi.

      Dlaczego warto szkolić się u nas? Po pierwsze: Masaż "Happy Horse Massage" to gwarancja sukcesu! W 95% przypadków efekty są widoczne już po 1 zabiegu! Poprawa to kwestia od 30 - do nawet 70%! W większości przypadków problemy znikają już po 2 masażach. Masaż ten przede wszystkim LECZY !!!! Relaksację konia pozostawiam w gestii właściciela :)

      Kończąc nasz kurs słuchacze są w pełni przygotowani do pracy w ramach własnej działalności gospodarczej, mogą także podjąć zatrudnienie w ramach zawodu zoofizjoterapeuty, pytanie tylko czy warto? Szkoląc się u nas będziecie profesjonalistami, z ogromną wiedzą i doświadczeniem. Pracując dla siebie macie nieograniczone możliwości. Sami narzucacie sobie czas i ilość pracy, a tym samym wysokość zarobków :) Praca idealna?

      Dla mnie tak :) Ta praca to spełnienie moich marzeń, to moja pasja. Dzięki niej jestem naprawdę szczęśliwa, bo wiem, że w życiu nie przepracuję już ani jednego dnia! Fizjoterapia koni to dla mnie misja... Poprawa zdrowia pacjenta jest najlepszą nagrodą! Kiedy widzę, jak cierpiący od kilku lat zwierzak w końcu czuje się dobrze, to wiem, że moja praca jest moim powołaniem i sensem życia. Mojej pracy oprócz chwil wzruszenia towarzyszą także ogromne emocje. Każdy start w zawodach moich podopiecznych to chwile napięcia ale i radości, kiedy wiem, że każdy złoty medal to także moja zasługa. Do każdego sukcesu dokładam swoją "małą cegiełkę". Najwięcej emocji jest rzecz jasna na wyścigach... kiedy inni obstawiają gonitwę, bo "widzą na oko", że dany koń jest dobry, a ja obstawiam, bo jestem pewna, że wygra :)

      masaż konia

      Ty także możesz odmienić swoje życie, nie tylko zawodowe. Nauka w Szkole Fizjoterapii Koni daje Ci wyjątkową szansę, aby stać się niezależnym finansowo, by połączyć pasję z pracą i być w pełni zadowolonym ze swojego życia! Dołącz do grona najlepszych w tym kraju już dziś :)


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      happyhorsemassage
      Czas publikacji:
      środa, 08 października 2014 12:56
  • środa, 27 sierpnia 2014
    • Z cyklu: historie niemożliwe....

      W zbawienną moc masażu wierzy ( na szczęście) coraz liczniejsza grupa "koniarzy". Dla niektórych masaż w dalszym ciągu pozostaje świetną formą relaksu dla konia, dla innych stał się nieodłącznym elementem treningu sportowego koni. Coraz częściej i chętniej poddajemy nasze konie różnym formom fizjoterapii, czasem jednak zapominamy, że taki zabieg się odbył, a wtedy....sytuacje bywają przekomiczne :)

      Przytoczę teraz historię mojej przyjaciółki ( swoją drogą rozpowiada ją każdemu kogo spotka z branży ;) ), która nie wiedzieć czemu - zapewne z roztargnienia - zapomniała, że jej koń był poddany zabiegowi masażu kilka dni wcześniej.

      Pacjentka - 19 letnia klacz rasy SP - zaczęła pewnego dnia kuleć na lewy zad. Ponieważ jej wiek sugeruje możliwość wystąpienia zmian zwyrodnieniowych, zaleciłam jej przed wykonaniem zabiegu wizytę kontrolną lekarza weterynarii. Czasem, przy ostrym stanach "szpata" trzeba najpierw podać środki przeciwzapalno - przeciwbólowe, aby móc rozpocząć pracę manualną z koniem. Zdjęcia rtg wykazały niewielkie zmiany w stawie skokowym, obyło się bez jakichkolwiek leków, lekarz zalecił rozgrzewać staw maścią. Otrzymałam zatem zielone światło do wykonania masażu.

      Standardowo przy zmianach zwyrodnieniowych masuję "połowę" konia - grzbiet - zad oraz obie tylne nogi - aby mocno pobudzić krążenie krwi w całych kończynach. Koń po zabiegu miał dzień wolnego od jazdy pod siodłem.

      masaż konia

      Po kilku dniach napisałam do mojej przyjaciółki - jak się czuje jej klacz po masażu, jej odpowiedź była zaskakująca... - Kobyła nie kuleje!!! To niesamowite!!! Nie wiem dlaczego!!!!

      Właścicielka najzwyczajniej w świecie zapomniała, że wykonałam zabieg, nie skojarzyła wyzdrowienia z moją wizytą :) Oczywiście zaraz jej o tym przypomniałam. Przyznała, że faktycznie nie połączyła tych dwóch faktów. Zaznaczam, że owa Amazonka zna i wierzy w zbawienną moc masażu - jednak ta sytuacja była tak nieprzewidywalna aż wręcz niemożliwa, że "wyparła" udział masażu w fakcie ozdrowienia konia. Przez dwa dni główkowała, co takiego się wydarzyło, że kobyła nagle po prawie miesiącu czasu przestała kuleć. W końcu wykonałam tylko 30 minutowy zabieg masażu...

      Cuda, jak widać, się zdarzają :) Ten przypadek, a także wiele innych cudownych ozdrowień (o których postaram się co jakiś czas napisać) są dowodem leczniczego działania masażu (zaznaczam, że był to masaż głęboki w poprzek włókien mięśniowych). Masaż poprzez mocne pobudzenie krążenia dociera do każdej komórki w ciele i dociera wszędzie tam, gdzie potrzebna jest pomoc. To taki swojego rodzaju "zastrzyk", który podany ogólnie trafia do sedna problemu i rozwiązuje go. Ma jednak skutki uboczne...

      Oprócz zniwelowania kulawizny poprawia samopoczucie zwierzęcia i komfort pracy zarówno w życiu jak i pracy pod siodłem. Na szczęście masaż nie widnieje jeszcze na liście leków dopingowych i można go stosować bez żadnych ograniczeń :)

      Nie bójmy się zatem korzystać z mocnych form masażu przy trudnych bądź niezdiagnozowanych przypadkach. Masaż nie jest oczywiście lekiem na całe zło, złamane kości muszą zrosnąć się same, ale potrafi zdziałać dużo więcej niż nam się wydaje!

      Ja sama znam zapewne tylko niewielki odsetek jego możliwości, bowiem "nietypowe" przypadki traktuję niezmiernie rzadko. Te standardowe - bolesność grzbietu, kulawizny mięśniowe - to oczywista oczywistość, ale czasem zdarzają się konie, na których położono przysłowiowy krzyżyk, sądząc, że nie ma dla nich ratunku i szans na wyzdrowienie.

      Jedno z moich ulubionych powiedzeń brzmi: tam gdzie weterynarz nie może, fizjoterapeutkę koni wyśle ;)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      happyhorsemassage
      Czas publikacji:
      środa, 27 sierpnia 2014 13:04
  • środa, 09 kwietnia 2014
    • Koński grzbiet to podstawa!

      Dlaczego należy dbać ze szczególną starannością o końskie plecy?

      Konie zostały udomowione przez człowieka, nie znaczy to wcale, że zostały dla niego stworzone. Człowiek od wieków wykorzystuje predyspozycje koni do własnych celów, transportowych, jako siła robocza, czy ówcześnie do spędzania wolnego czasu. Aby użytkowane przez nas konie mogły nam służyć w pełnym zdrowiu, musimy dbać o ich aparat ruchu. Najbardziej newralgicznym punktem w końskim ciele są plecy. To one niosą ciężar jeźdźca w trakcie pracy pod siodłem.

      Z moich doświadczeń wynika niestety, że w dalszym ciągu poświęcamy im zbyt mało uwagi. Bardzo często lekceważymy pierwsze objawy i symptomy świadczące o bolesności. Uginanie się grzbietu pod naciskiem szczotki do czyszczenia świadczy o bardzo dużej bolesności. Jeśli Twój koń denerwuje się w trakcie szczotkowania czy siodłania, jak najszybciej interweniuj w sprawie pleców!

      JEŻDŻĄC NA KONIU, KTÓREGO BOLĄ PLECY, SPRAWIAMY MU JESZCZE WIĘCEJ CIERPIENIA!

      JAZDA NA KONIU Z MOCNO BOLESNYM GRZBIETEM, TO ZNĘCANIE SIĘ NAD ZWIERZĘCIEM!!!!

      Jeśli konia bolą plecy, trzeba go jak najszybciej odstawić od jazdy! Trening czy nawet lekka jazda to zbyt wiele dla bolesnych mięśni! Dopóki nie pozbędziemy się sztywności i bolesności, należy konia wyłączyć z jazdy pod siodłem! Wskazana jest oczywiście praca na lonży z jednoczesnym podstawieniem zadu, na tyle, na ile jest to w obecnym stanie mięśni możliwe. To nieprawda, że jazdą w odpowiednim dosiadzie i ustawieniu pozbędziemy się problemu. W jaki sposób chcemy rozluźnić mięśnie grzbietu, jeśli dociskamy je ciężarem 60-100 kilowym?

      Równie dobrze możemy na nasze problemy z kręgosłupem obciążyć go kilkoma kilogramami i biegać po górkach by pozbyć się bólu - brzmi irracjonalnie? Tak samo wygląda sytuacja naszego wierzchowca. Żadna jazda pod siodłem nie uzdrowi bolesnego grzbietu a wręcz pogorszy sytuację.

      Dlaczego końskie plecy zapadają się, jest ich coraz mniej i są coraz słabsze?

      Po pierwsze i najważniejsze, źle trenujemy naszego konia. Najczęstszą przyczyną drastycznie zapadniętego grzbietu jest zbyt szybkie zajeżdżenie i trenowanie młodego konia. Konie rosną i dojrzewają do około 7 roku życia. Jeśli 3-latek chodzi pod siodłem kilka dni w tygodniu i jest poddawany mocnym obciążeniom, problemy z grzbietem mogą pojawić się już w kilka miesięcy później.

      Prawidłowo rozwinięta linia grzbietu ( właściciel tych pleców chodzi pod siodłem sporadycznie na spacery do lasu, a mimo wszystko ma prawidłowo rozwinięte mięśnie :))


      Kości i mięśnie niedojrzałego jeszcze osobnika są zbyt słabe aby poradzić sobie z tak dużym dociążeniem grzbietu, jakie stanowi ciało jeźdźca. Mięśnie, które nie są w pełni rozwinięte ( tkanka mięśniowa potrzebuje czasu aby być silna i elastyczna) nie są w stanie utrzymać kręgosłupa w prawidłowym ustawieniu, grzbiet zapada się w łuk, zgodnie z kierunkiem grawitacji. Jeśli w porę nie zareagujemy, bardzo szybko dojdzie do zwyrodnień kręgosłupa - tzw. kissing spine (całujące się wyrostki kolczyste). Zanim dojdzie do poważnych zmian w tkance kostnej, mamy czas na rehabilitację i wzmocnienie mięśni grzbietu.

      Rehabilitacja nie obejdzie się bez:

      - regularnych masaży

      - wcierek rozgrzewających

      - pracy na lonży

      - regularnego ruchu na dworze poza lonżą ( padok, karuzela, spacer w ręku)

      - zmiany siodła, jeśli to ono przyczyniło się do zaistniałego problemu

      - dodatków paszowych przyspieszających rozrost tkanki mięśniowej (otręby albo olej ryżowy, drożdże paszowe).

      Dobra wiadomość jest taka, że przy regularnej pracy i wielu wyrzeczeniach można całkowicie zniwelować ból pleców :) ( o ile oczywiście nie doszło już do zwyrodnień kostnych).


      Nieleczony grzbiet będzie źródłem kontuzji kończyn i szyi. Nie odwlekajmy zatem wizyty fizjoterapeuty, bo granica maksymalnej bolesności jest bardzo cienka i niepotrzebnie narażamy zwierzę na ból i cierpienie.

      Jazda konna to piękny sport, pod warunkiem, że sportowiec jakim bez wątpienia jest koń, nie cierpi....


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      happyhorsemassage
      Czas publikacji:
      środa, 09 kwietnia 2014 20:35
  • wtorek, 01 kwietnia 2014
    • Idzie wiosna - czas na zmiany!

      W związku z tym, że moja firma Happy Horse Massage obchodzi dziś 4 - lecie istnienia, postanowiłam wprowadzić drobne zmiany w moim blogu, który niestety zaniedbałam ostatnimi czasy.

      Suche i treściwe informacje, są oczywiście jak najbardziej niezbędne ( ale już niebawem znajdzie się na rynku pozycja, która zawrze najważniejsze wątki z tematu masażu ;)), ale czasem warto jest konkretny temat bądź przykład omówić luźniej, bez nadęcia, dosadnie, w taki sposób, że żadne końskie pismo nie zdecyduje się tego opublikować....

      Będę więc pisać bardzo osobiście, o tym co widzę,  co mnie boli, a czego nie chcę komentować na żywo, żeby nie robić nikomu przykrości. Każdy ma w końcu prawo do popełniania błędów, grunt to się na nich uczyć, a nie powielać. Nie bierzcie niczego do siebie, jeśli omówiona przez mnie sytuacja jest podobna do Waszej, to zapewne czysty przypadek. Nie chcę nikogo obrażać, ale wyjawiać pewne rzeczy na światło dziennie, byście mogli z tych informacji czerpać wiedzę.

      Dziś chcę poruszyć dość istotny dla nas wszystkich - użytkowników koni aspekt - szkolenia "pozwalające" na "profesjonalne" wykonywanie zawodu masażysta koni.

      Największym problemem w tym temacie jest oczywiście brak jakichkolwiek norm prawnych, które by regulowały ramy takiego szkolenia - a raczej szkoły, bo nie da się nauczyć zawodu masażysty w kilka dni!!! Dlatego przyszłość naszej polskiej fizjoterapii leży w Waszych rękach Kochani!!! Nie dajcie się zwariować obietnicom wykonywania zawodu po kilkudziesięciu godzinach nauki!!!!

      Ile powinna trwać prawdziwa szkoła masażu? W krajach, gdzie szkoły masażu istnieją i edukują jest to 1200 godzin!!!! ( dla przykładu Szwecja). Poddalibyście Waszego konia zabiegowi osobie, która ukończyła kurs masażu koni w kilka dni? Jeśli naprawdę zależy Wam na Waszych zwierzakach, to zastanówcie się dwa razy. Ale uwaga: jeśli masażysta, który ogłasza się za "profesjonalnego" zaznacza, że wykonuje on wyłącznie lekkie formy masażu - takie, które poza relaksacją i pobudzeniem nie wniosą w życie zwierzaka nic więcej - droga wolna :) Jestem przekonana, że 43 godziny wystarczą, aby nauczyć się porządnie głaskać konia ;)

      Wiem, że ofert tego typu jest coraz więcej i kuszą, w końcu to coraz bardziej popularny i pożądany zawód, tylko zapytajcie się Was samych - czy chcecie przyłączyć się do "zacnego" grona głaszczących konie?

      Im więcej "profesjonalnych" masażystów pojawi się na rynku, tym opinia masażu jako formy fizjoterapii będzie słabnąć. Bo niestety lekkie formy masażu nie są w stanie naprawić kontuzji mięśniowej, w wyniku której koń kuleje. Lecznicze formy masażu to potrafią.

      Masażyści relaksujący konie też oczywiście znajdą swoje miejsce na rynku, tylko błagam, zanim podejmą się "naprawy" konia, niech uprzedzą jaką formę masażu wykonują. Przynajmniej wtedy właściciel nie będzie miał złudzeń co do efektów i nie oczerni działania masażu.

      A tak się niestety teraz dzieje. Jeźdźcy chcieliby korzystać z fizjoterapii i to robią, tylko większość z traktowanych koni i tak trzeba wspierać medycyną weterynaryjną. A nie o to w fizjoterapii chodzi! Ma ona zastępować tradycyjne sposoby leczenia, by móc pomagać koniom bez chemii i zastrzyków.

      Kształcie się zatem moi drodzy, tylko z głową, bo oprócz sprawnych mięśni, potrzebne w zawodzie masażysty jest jeszcze logiczne myślenie :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      happyhorsemassage
      Czas publikacji:
      wtorek, 01 kwietnia 2014 15:53
  • czwartek, 18 lipca 2013
    • Kontuzje - przyczyny i sposoby eliminacji

      Kontuzje – przyczyny i sposoby ich eliminacji

      W swojej dotychczasowej praktyce nie spotkałam się jeszcze z koniem, który miałby „końskie zdrowie”. Przysłowie trafione jak kulą w płot. Jako posiadaczka psa, kota i konia stwierdzam jednoznacznie, że leczenie tego ostatniego jest najdroższe i najczęstsze niestety, a sportowo wcale nie jeżdżę….

      Zaryzykuję i powiem, że każdy koń choć raz w życiu miał kontuzję układu ruchu ( mam tu oczywiście na myśli konie będące pod opieką człowieka ), te w naturze radzą sobie znacznie lepiej.

      Koń jako istota niezwykle ruchliwa i płochliwa zarazem jest tak naprawdę bezustannie narażona na kontuzje. Wystarczy chwila nieuwagi i odrobina pecha, a koń ma rany kłute, szarpane, zagwożdżone kopyto, naciągnięty mięsień czy spuchniętą nogę. Na pewne rzeczy nie mamy niestety żadnego wpływu, więc nawet trzymanie konia w złotej klatce 24 h na dobę nie gwarantuje nam jego bezpieczeństwa.

      Ryzyko ma jednak to do siebie, że można je skutecznie zmniejszyć. Co zatem zrobić, aby ryzyko kontuzji ograniczyć do minimum?

       

      Powrót do korzeni

      Podstawą bezpiecznej, zarówno dla konia jak i jeźdźca pracy, jest bez wątpienia rozmowa międzygatunkowa, która musi przebiegać bez kłótni. Koń, który jest ufny, szanuje nas i przede wszystkim rozumie nasze polecenia – te niewerbalne, będzie chętnie współpracował i robił to, o co go poprosimy. Nie mam tu oczywiście na myśli cyrkowych sztuczek czy innych bezsensownych komend w stylu aport. Jeżeli potrafimy się z koniem dogadać z ziemi, praca w siodle będzie już tylko przyjemnością.

      Ostatnio bardzo popularny stał się w naszym kraju „natural”, który jest niestety źle rozumiany przez większość społeczeństwa. Natural nie jest żądną nowością, każdy szanujący się jeździec starszego pokolenia wie, że te wszystkie „nowinki” to stara jak świat szkoła jeździecka, tylko w dzisiejszych czasach zapomnieliśmy, że z koniem należy się dogadać, a nie walczyć. Tak naprawdę każdy koniarz powinien mieć w jednym paluszku podstawy „naturalu”, gdyż jest to nic innego jak podstawowa wiedza z zakresu końskich zachowań, reakcji i sposobu komunikacji. Niestety bardzo często praca z koniem wygląda jak rozmowa  Polaka z Chińczykiem, żadna ze stron nie wie o co chodzi….

      Konie złe z natury, to rzadkość, konie zepsute psujemy my – ludzie. Konie płochliwe, wystraszone, zestresowane, są o wiele bardziej narażone na kontuzje niż ich ułożeni, spokojni krewniacy. Dobrze wiemy jak wygląda wystraszony koń, którego właśnie próbuje pożreć kamień leżący na leśnej ścieżce. Gwałtowne, niekontrolowane odskoki i ucieczka w panice, nie wróżą nic dobrego.

      To samo tyczy się pracy na ujeżdżalni – teoretycznie miejsca bezpiecznego, bo znanego. Brak porozumienia może tutaj doprowadzić do sytuacji niebezpiecznych, chociażby wtedy, gdy po skoku koń chce skręcić w stronę przeciwną niż my. Tak naprawdę podobnych sytuacji, gdzie przyczyną problemów jest brak komunikacji, są setki.

      Co robi człowiek, gdy koń go nie słucha? Zamiast się z nim porozumieć, zaczyna używać coraz mocniejszych bodźców i pomocy – ostrzejsze wędzidło, mocniejsza łydka, twardsza ręka… Konie czują muchę, która im siadła na zadzie, dlaczego więc miałyby być niewzruszone na nasz dosiad?

      Temat bardzo rozległy, prawda jest jednak tylko jedna – brak komunikacji między nami a koniem obfituje w kontuzje – najczęstsze to zwykle naciągnięcia mięśni, stłuczenia, zdarza się jednak czasem, że dochodzi do złamań i zwierzę trzeba uśpić.

      Mierz siły na zamiary

      Kolejną przyczyną końskich bolączek jest nasza, niekiedy, chora ambicja i czas, który jest przelicznikiem pieniądza. Każdy żywy organizm potrzebuje określonego czasu na wzrost i osiągnięcie dojrzałości. Niestety w biznesie, jakim jest handel końmi, zapomina się o tym, że 2-3 letnie konie to jeszcze „dzieciaki”, których kościec i mięśnie potrzebują czasu na pełny rozwój. To wcale nie znaczy, że 4-5 latki można zajeździć i przygotować do grand prix w pół roku! Koń to też sportowiec, nie znam żadnego sportowca człowieka, który osiągnąłby sukces w przeciągu kilku miesięcy. Jest to fizycznie niemożliwe.

      Aby mięśnie mogły pracować w pełni sił, muszą rozwijać się stopniowo i powoli tak, aby były mocne i wytrzymałe. Na to potrzeba czasu. Dobrze rozwinięte mięśnie będą w stanie utrzymać struktury kostne w prawidłowej pozycji.

      Co się dzieje z końmi, które w bardzo szybkim tempie robią karierę? Równie szybko ich kariera się kończy! Istnieją oczywiście wyjątki, ale one tylko potwierdzają regułę. Nie jesteśmy w stanie przeskoczyć pewnych rzeczy, ani czasu, który jest niezbędny do rozwoju organizmu. Nie zrobimy z konia ujeżdżeniowego skoczka 140 cm w 2 miesiące. Najczęstszym błędem jest nasza nieodparta chęć osiągnięcia sukcesu za wszelką cenę. Tylko musimy pamiętać, że tą ceną, jest zdrowie i dobrostan konia.

      Zgodnie z przysłowiem, nie od razu Rzym zbudowano, tak i w treningu pamiętajmy o fizycznych barierach, których nie da się obejść. Jeśli mamy co do tego wątpliwości, przebiegnijmy maraton po miesiącu trenowania biegania. Zapewne dobiegniemy do mety, tylko jakim kosztem…

      Nie przygotowane na nadmierny wysiłek mięśnie nadwerężają się, naciągają, a nawet zrywają, nie leczone stany zapalne doprowadzą do trwałej kulawizny a przykurcze całego ciała doprowadzą do zwyrodnień nie tylko mięśni, ale i stawów. Zbyt szybki i nieodpowiedni trening może zrobić z naszego sportowca emeryta w wieku lat kilku.

       

      Czym skorupka za młodu

      Kolejną przyczyną kontuzji są błędy żywieniowe. Bardzo często zaczynamy dbać o odpowiednią dietę i suplementację, dopiero gdy koń zaczyna więcej trenować. Jeśli w okresie dorastania nie dostarczymy mu wystarczającej ilości składników odżywczych, to w okresie dorosłym już tego nie nadrobimy. Równie ważne w diecie konia sportowego jest uzupełnianie elektrolitów, które wypłukiwane są wraz z potem.

      Jakie są efekty braków żywieniowych? Poza oczywistym spadkiem kondycji, złym stanem kopyt, sierści i włosia, problemy zaczynają się także z mięśniami. Pracujące mięśnie muszą mieć stały dostęp do makro i mikroelementów, w przeciwnym razie zaburza się gospodarka jonowa mięśni. Co jest tego efektem? Mięśnie są sztywne, bolesne, koń szybko się poci i męczy. Żadne masaże nie są w stanie obniżyć napięcia mięśniowego. Dobra wiadomość jest taka, że już zwykłe badanie krwi lub włosa, pokaże nam deficyt pierwiastków i możemy je szybko i skutecznie uzupełnić.

      Nie ma konia bez kopyt

      Na temat utrzymania kopyt mamy już coraz większą wiedzę, oprócz oczywistej regularności rozczyszczania ważny jest także sposób, w jaki to robimy. Czy w 10 minut można dobrze zwerkować końskie kopyta? Nie sądzę… Nie będę się wypowiadać na temat nierzetelnej pracy kowali, tylko chcę zwrócić uwagę na rzecz najważniejszą – źle prowadzone kopyta powodują kontuzję całego ciała! Wystarczy, że kopyto zostało krzywo ścięte i kąt jednej ściany różni się od drugiej, wszystkie struktury powyżej kopyta będą musiały się przystosować do nowego nieprawidłowego ułożenia, a co za tym idzie, nadwerężą się, efektem czego, są właśnie kulawizny. Czasem problem ujrzy światło dzienne dopiero po kilku latach, tym gorzej, wtedy nie zniwelujemy go w samym zarodku i koń będzie do końca swych dni nadwerężał mięśnie i ścięgna.

      Jak widzimy, przyczyn kontuzji jest bardzo dużo, nie jesteśmy w stanie uniknąć ich w 100%, możemy jednak zrobić wiele, aby zminimalizować ryzyko ich wystąpienia.

      Zasada jest jedna – zaangażujmy w jeździectwo odrobinę myślenia, a życie nasze i naszych podopiecznych będzie dużo prostsze i bardziej bezpieczne.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      happyhorsemassage
      Czas publikacji:
      czwartek, 18 lipca 2013 15:12
  • piątek, 10 maja 2013
    • Masaż - lepiej późno niż wcale...ale...

      Wiosna pełną gębą, konie szaleją po trawiastych wybiegach, właściciele odwiedzają stajnię częściej niż w niedzielne popołudnie, jednym słowem "ruch w końskim interesie" ruszył z kopyta :) Za nami długa i ciężka zima, konie zniosły ją dzielnie, aczkolwiek dało się dostrzec momentami zmęczenie i znudzenie w ich oczach. Szczęściarze posiadający halę, nie odczuli zimowej przerwy tak bardzo, jak konie wyłącznie padokujące się.

      W związku z lepszą pogodą i rozpoczętym oficjalnie sezonem letnim - "outsidowym" - koniarze sięgają pomału po fizjoterapię. Już niebawem start będzie gonił start, a prawdziwe wakacje zaczną się dla większości koni sportowych dopiero na jesieni. Przez kilka miesięcy wiele z nich przemierzy setki kilometrów w przyczepie, przejedzie kilkadziesiąt parkurów czy zaliczy kilkanaście wyścigów...

      Jak dobrze wiemy, koń jako sportowiec także wymaga wspomagania fizjoterapią. Bardzo się cieszę, że staję się ona w Polsce, pomału bo pomału, ale jednak coraz bardziej popularna, martwi mnie jednak jeden mały szczegół...

      Aby fizjoterapia w formie masażu była jak najbardziej skuteczna i dawała maksymalne efekty, należy ją zacząć stosować jeszcze przed rozpoczęciem sezonu. Kiedy zaczynamy regularne treningi, a ciało konia jest usztywnione i obolałe po długiej zimie, bądź po dawnych, nieleczonych kontuzjach sprzed zimy, wtedy taki trening jest bardzo dużym obciążeniem dla konia, a efekty naszej pracy nie są zadowalające.

      Idealną sytuacją jest zastosowanie masażu w ramach profilaktyki - zachodzi ona wtedy, kiedy mięśnie są w dobrej formie, a sam masaż je "tylko" wzmacnia i zabezpiecza przed ewentualnymi kontuzjami.

      masaż głęboki koni

      Oczywistym jest, że lepiej konia wymasować nawet jeśli już regularnie trenuje, niż nie robić tego wcale, natomiast z punktu widzenia ekonomii i dobra zwierzęcia, lepiej jest przygotować mięśnie na kilka tygodni przed rozpoczęciem sezonu.

      Jak powinno wyglądać takie przygotowanie?

      Kiedy zaczynamy konia wdrażać w cięższą i bardziej regularną pracę, robimy tzw. przegląd - warto wezwać specjalistę, aby ocenił w jakim stanie są mięśnie, co należy zrobić, aby poprawić ich stan. Dobry fizjoterapeuta podpowie jakie suplementy podać, jakie dodatkowe badania wykonać, sprawdzi kopyta, ogólny stan konia, ustali plan ćwiczeń, jeśli jest to konieczne, ale przede wszystkim ustali plan działania na caly sezon jeździecki.

      Jeśli koń jest w miarę dobrej formie wystarczy czasem jeden masaż głęboki, aby wyrównać tonus mięśni. Potem wystarczy dobry, przemyślany trening i 3-4 masaże całościowe w trakcie trwania sezonu. Jeśli dbamy o nasze konie - mam tu na myśli, regularny, sensowny trening z uwzględnieniem odpoczynku, długiego czasu stępowania, koń jest na "sportowej" diecie i nie wydarzą się żadne nieoczekiwane zdarzenia losowe, wtedy takich 5 masaży całościowych jest wystarczających, aby koński organizm poradził sobie z trudami podróży i ciężką pracą na zawodach, a także w przerwach pomiędzy.

      Masaż jest swojego rodzaju inwestycją. Nie jest to wprawdzie wymierna inwestycja, nie można zmierzyć dokładnie skutków działania masażu - aby odnieść sukces, musi być spełnionych wiele czynników, natomiast mamy gwarancję, że mięśnie naszego konia jak i cały układ kostny, jest przygotowany na wytężony wysiłek i z tej strony zrobiliśmy wszystko, bądź prawie wszystko co było do zrobienia.

      Sukces ma wielu ojców. Zastanówmy się, dlaczego jesteśmy tak daleko w czołówce międzynarodowej?

      Aby para - jeździec - koń - odnosili sukcesy potrzebne są bez wątpienia:

      - odpowiednio dobrany do możliwości konia i jeźdźca trening z uwzględnieniem odpoczynku, niezbędnego do odzyskania równowagi ciała i ducha obojga

      - profilaktyka weterynaryjna - szczepienia, kontrolne badania krwi

      - odpowiednie kucie bądź rozczyszczanie

      - zbilansowana dieta dostosowana indywidualnie do potrzeb konia

      - dobry i niezawodny sprzęt

      - FIZJOTERAPIA zarówno KONIA JAK I JEŹDŹCA!

      - nie wspomnę oczywiście o uwarunkowaniach genetycznych i anatomicznych osobników - konia jak jeźdźca

       

      Teraz widzimy co tak naprawdę kryje się pod pojęciem sukces... Jeśli spełnimy wszystkie powyższe warunki, dodając do tego szczyptę szczęścia, sukces mamy murowany :)

      Wracając do tematu masażu. Jeśli sezon już w pełni, a nasz koń traci formę i chodzi coraz słabiej, masaż należy zastosować bezzwłocznie! Zwłaszcza, jeśli w grę wchodzą obolałe plecy! Koń z bolącym grzbietem nie jest w stanie pracować!

      Jeśli nasz pupil nigdy wcześniej nie miał robionego masażu, należy go wykonać (mówię oczywiście cały czas o masażu głębokim) w jak najdłuższym odstępie czasu do kolejnego startu.

      Jeśli mięśnie są mocno spięte i obolałe, sam masaż bardzo naruszy strukturę mięśni i może się zdarzyć, że po masażu koń będzie dochodził nawet 3 dni do siebie! Nigdy nie eksperymentujmy przed samymi zawodami! Optymalny czas to ok 2 tygodnie przed planowanym startem.

      Konie, które regularnie korzystają z zabiegów, można masować na 3-4 dni przed startem, czasem nawet dzień przed czy w trakcie zawodów - wszystko zależy od stanu mięśni.

      Pamiętajmy, że masaż jest lepiej wykonać późno niż wcale! Jeśli nasz koń pokazuje dyskomfort i ból, nie czekajmy aż usztywnienie mięśni przerodzi się w poważną kontuzję.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Masaż - lepiej późno niż wcale...ale...”
      Tagi:
      Autor(ka):
      happyhorsemassage
      Czas publikacji:
      piątek, 10 maja 2013 18:27
  • czwartek, 07 marca 2013
    • Masaż pomocny w diagnostyce weterynaryjnej

      Diagnostyka weterynaryjna potrafi przysporzyć wiele problemów. Konie nie mówią, w którym dokładnie miejscu czują ból. Kiedy pojawia się kulawizna, odnalezienie źródła bólu może być nie lada wyzwaniem. Bywa, że po znieczulaniu stawów kulawizna dalej występuje. I co wtedy?

      Możemy leczyć konia na ślepo, podając mu środki przeciwzapalne i przeciwbólowe i odstawić konia od pracy. Zdarza się, raczej rzadko, że kulawizna faktycznie przejdzie sama - mamy wtedy do czynienia z fartem :)

       

      Jeśli przyczyną kulawizny są mięśnie - wtedy po 1 masażu widać i czuć różnicę. Nadwyrężone, naciągnięte mięśnie szybko się regenerują, jeśli podejmiemy leczenie fizjoterapią zaraz po wystąpieniu urazów.

       

      Czasem sam masaż nie wystarczy, może się jednak okazać bardzo pomocny przy diagnostyce.

       

      Siwa klacz kulała na przednią prawą nogę. Od jakiegoś czasu była w ostrym treningu ujeżdżeniowym. Weterynarz na 1 rzut oka nie znalazł nic niepokojącego, klacz miała chodzić tylko na lonży, w ramach kontrolowanego ruchu. Niestety kulawizna sama nie ustąpiła.

      Właścicielka postanowiła skorzystać z pomocy masażysty.

      Po wstępnych oględzinach okazało się, że koń jest asymetryczny, ma 2 różne przednie kopyta, a co za tym idzie łopatki są na różnej wysokości, także ich kąt względem ciała jest różny. Już sama asymetryczność jest dużym obciążeniem dla mięśni, do tego doszedł ciężki trening - zbyt trudny. Ani mięśnie, ani koń nie były przygotowane na tak duże obciążenia.

      W dołączonym filmiku widoczna asymetria ciała.



      Sztywność i bolesność mięśni występowała na całym ciele, zarówno na kończynach przednich, plecach jak i zadzie. Od zakulenia do 1 masażu minęło kilka miesięcy, w związku z tym, koń poprzez odciążanie przedniej prawej nogi, przeciążył 3 pozostałe. Najbardziej bolesne okazały się mięsień ramienno-głowowy, a także mięsień najszerszy grzbietu. Oczywistym było nadwyrężenie przedniej prawej nogi, kulawizna jednak nie ustała po 1 zabiegu. Koń był rozciągnięty, chętny do ruchu, ale dopiero po 3 dniach, gdyż w dzień po masażu koń był obolały - naturalna reakcja po zabiegu. Kiedy przyjechałam na masaż po raz kolejny - po około 4 tygodniach, obolałe były już tylko te 2 konkretne mięśnie. Cała reszta ciała była elastyczna, luźna, bez reakcji bólowej.

      Dzięki temu mieliśmy 100 % pewność, że kulawizna dotyczy tych dwóch mięśni, problem nie dotyczył jednak samych mięśni, a kaletek, które występują w obrębie przyczepów tych mięśni. Dzięki diagnostyce masażysty i odczuwalnej różnicy w bólu, weterynarz mógł się skupić na tych 2 partiach mięśni, dzięki czemu szybko odnalazł źródło bólu, potwierdzone zmienionym obrazem tkanek na USG.

      Klacz otrzymała miejscowe zastrzyki przeciwzapalne, a także serię zabiegów shock wave, dzięki czemu kulawizna ustąpiła, a koń po kilku tygodniach rehabilitacji - spacerów w ręku i na lonży, wrócił do zdrowia.

      Jak pokazuje powyższy przypadek, nawet jeśli sam masaż nie jest wstanie przywrócić konia do zdrowia, to wspomoże, czasem bardzo trudną, diagnostykę.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Masaż pomocny w diagnostyce weterynaryjnej”
      Tagi:
      Autor(ka):
      happyhorsemassage
      Czas publikacji:
      czwartek, 07 marca 2013 17:42
  • sobota, 22 grudnia 2012